Kiedy widzę jakąś interesujacą inicjatywę chcę wiedzieć kto za tym stoi. Czyje ręce wprawiły w ruch to całe zamieszanie i do kogo trafi mój mail, jeżeli skorzystam z opcji dostępnych w zakładce Kontakt ;). Dlatego też pozwoliłam sobie na niewielkie wyjście z cienia, żeby nasze biżuteryjne spotkanie, nie było takie całkiem anonimowe.

Poznajmy się :)

Od kiedy sięgam pamięcią, lubiłam zajmować się pracami plastycznymi. Fascynowały mnie faktury, kolory oraz możliwość tchnienia nowego życia w przedmioty, które pierwszą młodość miały już dawno za sobą. W dzieciństwie z wypiekami na twarzy godzinami oglądałam widowiskowe kolczyki jablonexu mojej mamy, przechadzałam się po pokoju w długich, bursztynowych koralach mojej babci, a znalezione na plaży muszelki przerabiałam na niezliczoną ilość naszyjników. Na studiach zamęczałam przyjaciół prezentami w postaci maleńkich figurek lepionych z modeliny (każda z nich miała imię i maleńkie oczka, a nawet mogłabym przysiąc, że inny wyraz twarzy ;)). Każdy dalszy i bliższy znajomy mógł również liczyć na moją pomoc w kwestii naprawienia zerwanego łańcuszka, sklejenia złamanego klipsa, czy też wymienienia karabińczyka w naszyjniku. Nie były to czasy internetu, w którym obecnie można dostać niemal wszystko, co jest potrzebne do wykonywania biżuterii, więc i satysfakcja z każdego zdobytego kawałka drucika, kamienia czy też kolorowego rzemyka była ogromna. Po dziś dzień w mojej pracowni ważne miejsce zajmują stomatologiczne narzędzia mojej mamy, które wówczas były niezastąpioną i jednyną pomocą przy wielu precyzyjnych pracach.

Mogłoby się wydawać, że urodzenie dziecka zakończy lub przynajmniej przerwie kreatywną przygodę, tymczasem właśnie wtedy nabrała ona rumieńców, a wszystko za sprawą odkrycia allegro :). Synek okazał się bardzo grzecznym dzieckiem, które spokojnie przesypiało całą noc po skończeniu już zaledwie paru miesięcy życia, a ja w poszukiwaniu śpioszków i zabawek natrafiłam na nieograniczone źródło łańcuszków, szklanych koralików, przekładek, szczypczyków, pudełek, papierków, perełek, materiałów i innych komponentów, z których można było wyczarować prawdziwe cuda. Jak większość biżuteryjek, zaczynałam od "składaków" i szklanych koralików. Swoje prace jeszcze wtedy dalekie od perfekcji, wykonane z materiałów posrebrzanych i ceramicznych sprzedawałam na allegro, a im bardziej zgłębiałam sztukę, jak ją teraz czule nazywam "kulki na biglu" :) tym więcej chciałam wiedzieć.

Jak to często w życiu bywa, bieg historii zmienił przypadek. Jedna z klientem zamówiła bransoletkę koniecznie z dużych, naturalnych, słodkowodnych pereł oraz koniecznie wykończoną srebrem. Żadne tłumaczenia, że nie posiadam komponentów srebrnych, o naturalnych perłach już nie wspomnę, nie pomagały. Klienta uważała, że jestem jedyną osobą na świecie, która musi dla niej wykonać to zamówienie. Po miesiącu poddałam się :). Długo szperając w internecie, trafiłam na amerykański sklep, w którym można było nabyć w atrakcyjnej cenie słodkowodne perły, doskonałej jakości. Perły były dostępne dosłownie w każdym kolorze tęczy i rozmiarze, tyle że przesyłka była karkołomnie droga. Sprawa wydawała się oczywista. Skoro przesyłka jest droga, ale tak samo droga niezależnie od ilości zakupionych pereł, żeby interes się opłacał, muszę ich kupić baaardzo dużo. Teoria wydawała się mieć sens, tak też i zrobiłam, a potem jak to mówi młodzież - poszło już po bandzie :). Sklep okazał się nie tylko cudownym miejscem do zdobycia pięknych pereł, ale również chalcedonów, agatów, spineli, kwarców oraz niezliczonej ilości ręcznie wykonanych komponentów srebrnych bali. Oczywiście wtedy jeszcze nie znałam ani nazw, ani wartości, ani jakości tych kamieni, zwyczajnie uznałam je za ładne. Na tyle ładne, że wkrótce miałam ich dwie szkatuły i nadal nie miałam dość.

Marka Antilae powstała w 2013 roku jako wyraz niepohamowanej potrzeby poświęcenia, chociaż części czasu na kreację i dziecięcą twórczość, podróże w świat minerałów, srebra i kolorów. Do dzisiaj wykonałam setki projektów, a stylistyka prac zmieniała się w czasie. Ewolucji ulegał również sam warsztat fotograficzny od ciemnych zdjęć na niedoświetlonym parapecie do już niemal wyraźnych na zarówno jasnym, jak i ciemnym tle :). W moich pracach można odnaleźć zarówno fascynację wire wrappingiem, jak i klasycznymi oprawami, srebro polerowane na połysk, a także celowo fakturowane, niedbale wykończone, drapane i szczotkowane. Poza minerałami półszlachetnymi i szlachetnymi, które oczywiście kocham najbardziej, nie stronię również od muszli, pereł, bursztynu, ceramiki, żywicy, kwiatów, egzotycznego drewna, a nawet łusek tropikalnych chrabąszczy ;). Okazyjnie wykonuję biżuterię z miedzi i mosiądzu, jedwabiu oraz koralików. Sporadycznie wolne chwile poświęcam również na haft koralikowy, a pojedyncze prace w tej technice można znaleźć w moim sklepie. W mojej biżuterii wykorzystuję srebro próby 999, 930 i 925, które najczęściej oksyduję, żeby nadać mu głębię i tajemniczy charakter. Inspirację czerpię głównie z natury i pradawnych kultur, ale pomysły na nowe projekty pojawiają się w najdziwniejszych miejscach i sytuacjach (ostatnio na przykład bardzo często podczas prasowania ;)).

Obecnie biżuterią i kamieniami żyje cały mój dom. Wieczorami, kiedy wszyscy śpią, a ja mam największy przypływ weny twórczej, w pracy towarzyszy mi Lucyna, moja niezastąpiona kotka, która nie tylko jest kontrolerem jakości, ale również strzeże ładu i porządku w pracowni po skończonej pracy. Każdy nieodłożony na miejsce rzemyk, kamień czy kawałek drucika rano zostanie najpewniej znaleziony w kartonie pod schodami, do którego Lusia znosi wszystko, czego przed snem nie odłożyłam na miejsce :). Każdy właściciel kota wie, że te kochają wszelkiego rodzaju kartony (nawet te najmniejsze), Lucyna zatem zawsze dzielnie mi towarzyszy przy procesie pakowania przesyłek.

Trudno nie docenić wkładu mojego Andrzeja w działalność kreatywną, której wprawdzie jako prawnik nie rozumie, ale i tak dzielnie mnie wspiera, wożąc codziennie przesyłki na pocztę nawet o najdziwniejszych porach dnia. To on tłumaczy moje pokrętne opisy na obce języki oraz łagodzi stres przy próbach zrozumienia zawiłości prawno-rozliczeniowo-księgowych, w których sama niechybnie bym utonęła :). Na samym końcu, co nie znaczy, że jest najmniej ważna, pomaga mi młodsza siostra, która pełni rolę inspiratora, wyszukiwacza trendów, ogarniacza mediów społecznościowych, jak i modelki, co cenię sobie najbardziej. Pomaga mi również zrozumieć młode pokolenie oraz dopasować asortyment do szerszego grona odbiorców :).

Zajrzyj do sklepu